Nexus 5X – test aparatu

Pstrykam, Technologie

Czasy kiedy telefon służył głównie do dzwonienia odeszły w niepamięć. Dlatego nie powinien dziwić już fakt, że są na tym świecie osoby, dla których jedną z najważniejszych funkcji w smartfonie jest aparat. I właśnie ja do tego grona się zaliczam.

Nie chodzi mi tu broń cię pani migawko o strzelanie miliarda selfie. Fotografowanie od lat sprawia mi wielką przyjemność. Poszukiwania ciekawych kadrów, chęć ukazania piękna zwykłych przedmiotów, to coś, bez czego moje życie byłoby o wiele mniej barwne. Tak naprawdę gdyby tylko nie peszył mnie wzrok innych ludzi, to pstrykałabym zdjęcia non stop.

Muszę się Wam do czegoś przyznać… Tak naprawdę nigdy nie byłam zadowolona ze zdjęcia wykonanego nocą. Szumy (ok, mają swój urok, ale nie do każdego zdjęcia pasują), rozmywanie się świateł (ok, to jest fajne, ale po 10 zdjęciu masz dość), niezbyt udane ostrzenie (ok… tu zalet nie znalazłam) – LG G2 czasem potrafi dać człowiekowi w kość… a raczej po oczach.

Jednak całkiem niedawno wpadł w moje ręce Nexus 5X. Nie, nie zleciał sobie ot tak z nieba. Mój chłopak dostał go na testy, a że bardziej zaangażował się w romansowanie z Lumiami (niezbyt udane, o czym możecie przeczytać tutaj), to Nexus był do mojej dyspozycji. Jeszcze zanim przejdę do „głównego punktu programu”, napiszę parę słów o samym komforcie użytkowania.

NEXUS

Połącz kropki

Gry, Technologie

Nie, to nie będzie filozoficzny tekst o filmie Włodka Markowicza (którego z resztą bardzo szanuję). Dzisiaj będzie o jedynej grze, którą mam na telefonie. Niesamowicie uzależniającej i denerwującej jednocześnie. O grze, w którą gram już prawie rok i wciąż mi się nie nudzi. Z pewnością wielu z Was ją zna. Mowa tutaj o Two Dots.

two

Pozornie bardzo prosta. Pozornie. Na jednym poziomie można się tak zaklinować, że będziesz go przechodzić tygodniami (true story). Już rozumiesz, dlaczego przypięłam jej łatkę „denerwująca”. No dobrze, ale „O co w ogóle w niej chodzi?”. Już spieszę z jakże zaskakującą odpowiedzią: o łączenie jednakowych kropek. Po prostu.

Każdy poziom opiera się na osiągnięciu pożądanego wyniku. Te początkowe są bardzo łatwe, ponieważ Twoim jedynym zadaniem jest połączenie wymaganej ilości kropek w danym kolorze np. 30 fioletowych i 30 zielonych. Oczywiście jest limit ruchów.

Schody zaczynają się później, ale i zaczyna się większa zabawa. Dochodzą różne bajery typu kotwice, zlodowacenia, potwory zjadające kropki bądź tak zwane przeze mnie „pustaki”, czyli takie jakby Jokery – kropki przybierające dowolny kolor.

Jak grać? Za wszelką cenę staramy się tworzyć kwadraty. To powoduje, że wszystkie inne kropki w tym samym kolorze znikają z planszy. Staramy się też tworzyć jak największe czworokąty, nie tylko te podstawowe z 4 kropek. Z resztą w grze znajdziemy instrukcje, jak to wszystko robić.

Two Dots zachęca do grania już samym wyglądem. Jest przeładowana kolorami i ciekawymi animacjami. Dodajmy jeszcze możliwość połączenia swojego konta z Facebookiem i rywalizowania ze znajomymi o medale. Moi niestety nie grają tak systematycznie jak ja i praktycznie ścigam się tylko z jedną osobą (tak Błażej, jeśli to czytasz, to serdecznie Cię pozdrawiam).

Tak jak w Milionerach były trzy koła ratunkowe, tak i tutaj możemy liczyć na pomoc w kryzysowych sytuacjach np. można przetasować kropki, jeśli ich ułożenie nam nie odpowiada, bądź przed wykonaniem pierwszego ruchu otworzyć Booster Box, które pokryje wszystkie kropki jednym kolorem (a to tylko jedna z jego możliwości). Jednak żeby nie było tak kolorowo, to ta pomoc w dużej mierze jest płatna. Jeszcze mnie tak nie pogrzało, żeby płacić za pudełka ułatwiające przejście do następnego poziomu (alert: nie gwarantują tego!). Jeśli Wasze poduszki wypchane są dolarami zamiast pierzem… ok, zrozumiem i nie będę hejtować. Ja systematycznie poleruję mój order cebulactwa i jeśli już nie mogę wytrzymać, odpalam reklamę i wtedy mam pomocne pudełko za darmo (tutaj wyobraź sobie Krzyśka Gonciarza mówiącego „cebula”).

Jest jeszcze jedna kwestia… nie można grać w tę grę non stop. No dobra, można, jeśli śpi się na pieniądzach. Mamy 5 żyć. Utrata jednego to 20-minutowe oczekiwanie. Chore? Owszem, ale z drugiej strony to mądre posunięcie ze strony twórców. Na początku mojej przygody z tą grą byłam wręcz wściekła, że muszę (tak długo!) czekać. Jednak to nauczyło mnie jakiejś dyscypliny. Wiem, że mam w sobie syndrom nałogowego gracza i pewnie gdyby nie to ograniczenie, to 24 godziny na dobę wgapiałabym się w ekran telefonu (i przy okazji nic produktywnego w ciągu dnia nie zrobiła). Wiem, to nie jest Wiedźmin ani GTA, ale nawet od takiej prostej, wręcz głupiutkiej gry można się uzależnić.

Jeśli cenisz prostotę i potrzebujesz czegoś na wypełnienie chwilowej nudy, to Two Dots jest zdecydowanie dla Ciebie. Niby niepozorna a jednak wymagająca myślenia i obrania odpowiedniej taktyki gra.