O żelu, który zmywał wszystko

Babskie rzeczy, Beauty

Od zawsze chciałam mieć żel, który zmywałby makijaż, lekko się pienił i nie wysuszał skóry (+ robił mi kanapki do pracy i przytulał w trudnych chwilach). Jednak gdzieś te chęci przysłoniły mi płyny micelarne, problemy z trądzikiem, aż w końcu skóra jak Sahara. Zapomniane marzenia zupełnie przypadkiem jednak się spełniły.

Odkąd zafascynowałam się tematem weganizmu, nie kupuję już kosmetyków, które są testowane na zwierzętach. Musiałam wywrócić swój kosmetyczny zbiór do góry nogami i poszukać nowych ulubieńców (to słowo jest dla mnie tak skażone, że za każdym razem jak je piszę/mówię, to mam w głowie vlogerskie „hejka kochani!”). W szczególności tych pielęgnacyjnych, bo z kolorówką sprawa jest o wiele łatwiejsza. Nowi przyjaciele znaleźli się jednak bardzo szybko. A wśród nich ON.

20170912_145436.jpg

Reklamy

Testowanie na zwierzętach? Nie, dziękuję

Beauty, Osobiście

Męczy mnie ten temat od około trzech tygodni, czyli od chwili, gdy obejrzałam film Juszes. Oczywiście wiedziałam, że takie zjawisko istnieje, jednak nigdy specjalnie się tym nie przejmowałam. Patrzyłam na składy kosmetyków, na opinie na ich temat, jednak nigdy nie sprawdzałam, czy są testowane na zwierzętach.

Nie będę powtarzać po Justynie wszystkiego. Obejrzyjcie jej wideo i dopiero przejdźcie do czytania tego posta.