O żelu, który zmywał wszystko

Babskie rzeczy, Beauty

Od zawsze chciałam mieć żel, który zmywałby makijaż, lekko się pienił i nie wysuszał skóry (+ robił mi kanapki do pracy i przytulał w trudnych chwilach). Jednak gdzieś te chęci przysłoniły mi płyny micelarne, problemy z trądzikiem, aż w końcu skóra jak Sahara. Zapomniane marzenia zupełnie przypadkiem jednak się spełniły.

Odkąd zafascynowałam się tematem weganizmu, nie kupuję już kosmetyków, które są testowane na zwierzętach. Musiałam wywrócić swój kosmetyczny zbiór do góry nogami i poszukać nowych ulubieńców (to słowo jest dla mnie tak skażone, że za każdym razem jak je piszę/mówię, to mam w głowie vlogerskie „hejka kochani!”). W szczególności tych pielęgnacyjnych, bo z kolorówką sprawa jest o wiele łatwiejsza. Nowi przyjaciele znaleźli się jednak bardzo szybko. A wśród nich ON.

20170912_145436.jpg

Reklamy

Co nas kręci, co nas wkur*ia – zbiorowa kosmetyczna recenzja

Babskie rzeczy

EDIT 05.04: parę z tych kosmetyków jest testowanych na zwierzętach min. robi to Maybelline. Odsyłam Was do BARDZO ważnego posta.

 Pewnie zaraz niektórzy wyleją na mnie wiadro hejtów, że już w tytule są przekleństwa. No cóż, czasem trzeba. A już szczególnie wtedy, kiedy kupiony kosmetyk nie nadaje się nawet do przetykania rur. Ale żeby nie było, większość „świeżaków”, które przedstawię (nie, nie jest to gang z Biedronki) to naprawdę kłaliti kątent.

1

Bielenda – Serum korygujące zło

Babskie rzeczy

EDIT 04.05: Bielenda jest marką, która wymiguje się od odpowiedzi na pytanie, czy jej kosmetyki są testowane na zwierzętach. Podobno ma wchodzić na rynek chiński, co nie jest dobrą nowiną.

Nie przypuszczałam, że po roku od traumatycznej, usłanej pryszczami przygody, odważę się wyjść z domu bez warstwy podkładu. A jednak, parę dni temu to zrobiłam. Nie przypuszczałam, że te paskudne, ciemne przebarwienia i drobne blizny, kiedykolwiek znikną z mojej twarzy. Byłam już pogodzona z faktem, że moja skóra zawsze będzie mieć bardzo nierównomierny koloryt. A jednak – blizny zniknęły, a przebarwienia dość mocno się rozjaśniły. Magia? Trochę tak. Kosztowny zabieg kwasami? Prawie, tylko że portfel nie płacze. Mowa tu o serum z Bielendy. A dokładniej: Bielenda, Skin Clinic Professional, aktywne serum korygujące na dzień i noc (uwielbiam te nazwy).
serum.jpg

Skin79 Fresh Garden – maska warta swojej ceny

Babskie rzeczy

EDIT 05.04: Skin79 podobno testuje kosmetyki na zwierzętach. Nie kupujcie i przeczytajcie TEN tekst.

Zawsze uważałam, że maski w płachcie to pic na wodę, fotomontaż. „Yhym, na pewno nawilżą skórę tak, jakbym wypiła ocean”. Co prawda sama kiedyś przez przypadek odkryłam, że miód na twarzy przykryty chusteczkami działa lepiej, tak od gotowych „cudów” trzymałam się z daleka. Dodajmy oczywiście jeszcze ogromną ilość pieniążków, którą trzeba wydać na ten azjatycki frykas – 20/25 zł. Za taką cenę mogłabym kupić sobie świetny szampon i odżywkę lub podkład, który starcza mi na prawie pół roku.

miodzio

Najlepsze chusteczki do demakijażu

Babskie rzeczy

(To nie jest wpis sponsorowany. W sumie gdyby był, to byłoby fajnie. No ale sponsorowany nie jest. But still, jest fajnie)

Tak jak zawsze narzekałam, że nic nigdy w życiu nie wygrałam, tak ostatnio trochę mi Nivea sypnęła szczęściem na twarz. Zgłosiłam się do testów „pielęgnujących chusteczek do demakijażu”, no i moje zgłoszenie okazało się tak spektakularne, że mnie nimi obdarowali. HOW COOL IS THAT?!

chusteczki

Rimmel „Rain rain go away” – beżotrójwymiar

Babskie rzeczy

Idzie kosmetyczny post. To znak, że naprawdę coś musiało mnie zachwycić, że poświęciłam mu te kilkaset słów. W sumie nie spodziewałam się, że kosmetyk, który kupiłam ot tak, bo był na promocji (#CEBULADEAL), sprawdzi się równie świetnie jak ten, za którego musiałabym zapłacić (olaboga) 3 razy więcej. O czym mowa? O lakierze z Rimmela.

rim3.jpg
Już pierwsze spotkanie ze śmierdzącymi (chociaż ja tam uwielbiam ten zapach) ubraniami do paznokci tej firmy, wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Pamiętam, że tym „pierwszym razem” był lakier w kolorze dawnego samochodu moich rodziców – metalicznego granatu (tak, były próby przykrywania nim rys). Lakier dość długo utrzymywał się na paznokciach, całkowicie dwoma warstwami zakrywał płytkę i nie zasychał wiekami. Spodobało mi się.

Real Techniques Stippling Brush – Pędzel do wszystkiego

Babskie rzeczy

Każda z nas pamięta swój pierwszy raz z pędzlem. To znaczy nie tak dosłownie, tak makijażowo. Pomijam już podkradanie tego, którego moja mama używała do pudru. Swoją drogą był on agresywny jak kibole na meczu.

Zakup pierwszego profesjonalnego pędzla musiał być bardzo dokładnie przemyślany. Nie chciałam kupować czegoś, czego użyję tylko i wyłącznie do podkładu. To musiało być narzędzie wielozadaniowe.

pedzel2.jpg

Trądzik – jak to dziadostwo wyleczyć?

Babskie rzeczy

Nie będę oryginalna, jeśli stwierdzę, że trądzik to jedno z największych kurestw, które po tym świecie krążą. Może mieć łagodne objawy i wtedy jedynie (chociaż to i tak zasługuje na słowo „aż”) wysysa z Ciebie radość i odbiera pewność siebie. W gorszym wypadku potrafi nawet wpędzić w depresję. To dziadostwo zabiera człowiekowi tygodnie, miesiące a nawet lata życia. To „przyjaciel”, który chce Cię mieć na wyłączność. Musisz poświęcić mu cały swój czas i on dopilnuje, żeby tak właśnie było.

Ci, którzy nie stanęli z nim twarzą w twarz, nie mają pojęcia, co czuje osoba dotknięta tą chorobą. Chorobą. Powtarzam – CHOROBĄ. Bo trądzik nie jest skutkiem niedbania o siebie (takie przypadki oczywiście istnieją, ale większość nie zgotowała sobie tego losu sama). Często człowiek jest po prostu nieświadomy tego, że używa niewłaściwych kosmetyków, nieprawidłowo się odżywia lub jego hormony chodzą do góry nogami.

trądzik4.jpg
O fu! Zobacz jakie ma pryszcze!

Przestań czuć obrzydzenie na widok osoby, której twarz pokryta jest pryszczami. Myślisz, że łatwo jest jej normalnie funkcjonować? Zwykłe wyjście z domu to często dla niej przełom w życiu. To krok w walce z chorobą, bo trądzik oprócz tego co widzimy, to także to co siedzi w głowie. Chciał(a)byś po tygodniach zapłakiwania się, kładzenia na twarz miliarda kosmetyków i naturalnych mikstur, wyjść w końcu do ludzi i zobaczyć twarze, które patrzą na Ciebie z wielkim zdegustowaniem? No właśnie.

Co kupić na 3. promocji w Rossmannie?

Babskie rzeczy

EDIT: Odsyłam Was do bardzo ważnego posta. Ten wpis już jest nieaktualny. Z wymienionych kosmetyków zostałabym jedynie przy konturówce z Wibo.

Trzeci post o rossmannowskich promocjach będzie równie śmieszny, wspaniały i wartościowy co poprzednie. Ostatnie cięcie cen jest dla mnie najmniej ekscytujące, ponieważ dotyczy produktów do ust i paznokci, a tych w ogóle już praktycznie nie kupuję. Staram się zużywać to, co mam. No bo po co mi kolejna szminka? Po co mi kolejny lakier do paznokci? Kupuję tylko to, co jest mi niezbędne. Kosmetyki, które pokażę w tym poście to moje MUST HAVE, czy jak to tam Hiszpanie mówią.

usta.jpg
Rouge Edition Velvet
z Bourjois w jakże pociesznym odcieniu „Pink Pong” kupiłam dokładnie dwa lata temu po napisaniu matury z polskiego. „Wesele” dało mi w kość i człowiek musiał się jakoś rozweselić. Nie no, tak naprawdę ten oczojebny, widoczny z kilometra róż był zaplanowanym zakupem. Ta pomadka w regularnej cenie kosztuje prawie 50 zł (o zgrozo), więc to był idealny moment, żeby ją capnąć.

Już po pierwszym użyciu wpadłam w zachwyt. Jakby to powiedziały grupy wodorotlenowe: „OH OH!”. Pomadka jest stuprocentowo matowa i niesamowicie napigmentowana. Nie musimy drugi raz maczać aplikatora, bo ta jedna dawka w zupełności nam wystarczy na pokrycie całych ust kolorem.