Gąbka konjac – tym myj wrażliwą skórę

Babskie rzeczy

Moja przygoda z głębszym oczyszczaniem (czytaj: oczyszczaniem nie przy użyciu rąk, tylko jakiegoś „urządzenia”) zaczęła od szczoteczki sonicznej Clarisonic. Byłam zachwycona, jaka to moja twarz po jej użyciu jest gładka. Patrzyłam na brudną szczoteczkę i rozpływałam się z zachwytu, że tak wszystko domywa (tak, wiem, to dziwne podziwiać brud). Niestety z czasem nawet najdelikatniejsze końcówki zaczęły bardzo podrażniać moja skórę. Trzeba było przerzucić się na coś innego.

W ruch poszła zwykła, manualna szczoteczka do twarzy z Sephory. Efekt jaki dawała był równie satysfakcjonujący, jednak wciąż czułam dyskomfort związany z podrażnieniem. Pewnego dnia postanowiłam – koniec z włosiem. Trzeba się przerzucić na coś innego. Widocznie nie mam już tak odpornej na szorowanie skóry. Odkąd ostry trądzik odpuścił na dobre, moja cera zrobiła się o wiele bardziej wrażliwa. Trzeba to przyjąć na klatę. A raczej na twarz.

U którejś vlogerki (chyba u Karoliny Sobańskiej) zobaczyłam gąbkę konjac – że niby super oczyszcza i jest delikatna. Ciężko mi było w to uwierzyć, że coś co nie ma szpiczastych końcówek, wydobędzie wszystkie zanieczyszczenia. No ale dobra, trzeba  spróbować.

BD479323-C7C8-4407-8B33-6F100C67B80F

Reklamy

O żelu, który zmywał wszystko

Babskie rzeczy, Beauty

Od zawsze chciałam mieć żel, który zmywałby makijaż, lekko się pienił i nie wysuszał skóry (+ robił mi kanapki do pracy i przytulał w trudnych chwilach). Jednak gdzieś te chęci przysłoniły mi płyny micelarne, problemy z trądzikiem, aż w końcu skóra jak Sahara. Zapomniane marzenia zupełnie przypadkiem jednak się spełniły.

Odkąd zafascynowałam się tematem weganizmu, nie kupuję już kosmetyków, które są testowane na zwierzętach. Musiałam wywrócić swój kosmetyczny zbiór do góry nogami i poszukać nowych ulubieńców (to słowo jest dla mnie tak skażone, że za każdym razem jak je piszę/mówię, to mam w głowie vlogerskie „hejka kochani!”). W szczególności tych pielęgnacyjnych, bo z kolorówką sprawa jest o wiele łatwiejsza. Nowi przyjaciele znaleźli się jednak bardzo szybko. A wśród nich ON.

20170912_145436.jpg

Co nas kręci, co nas wkur*ia – zbiorowa kosmetyczna recenzja

Babskie rzeczy

EDIT 05.04: parę z tych kosmetyków jest testowanych na zwierzętach min. robi to Maybelline. Odsyłam Was do BARDZO ważnego posta.

 Pewnie zaraz niektórzy wyleją na mnie wiadro hejtów, że już w tytule są przekleństwa. No cóż, czasem trzeba. A już szczególnie wtedy, kiedy kupiony kosmetyk nie nadaje się nawet do przetykania rur. Ale żeby nie było, większość „świeżaków”, które przedstawię (nie, nie jest to gang z Biedronki) to naprawdę kłaliti kątent.

1

Bielenda – Serum korygujące zło

Babskie rzeczy

EDIT 04.05: Bielenda jest marką, która wymiguje się od odpowiedzi na pytanie, czy jej kosmetyki są testowane na zwierzętach. Podobno ma wchodzić na rynek chiński, co nie jest dobrą nowiną.

Nie przypuszczałam, że po roku od traumatycznej, usłanej pryszczami przygody, odważę się wyjść z domu bez warstwy podkładu. A jednak, parę dni temu to zrobiłam. Nie przypuszczałam, że te paskudne, ciemne przebarwienia i drobne blizny, kiedykolwiek znikną z mojej twarzy. Byłam już pogodzona z faktem, że moja skóra zawsze będzie mieć bardzo nierównomierny koloryt. A jednak – blizny zniknęły, a przebarwienia dość mocno się rozjaśniły. Magia? Trochę tak. Kosztowny zabieg kwasami? Prawie, tylko że portfel nie płacze. Mowa tu o serum z Bielendy. A dokładniej: Bielenda, Skin Clinic Professional, aktywne serum korygujące na dzień i noc (uwielbiam te nazwy).
serum.jpg

Skin79 Fresh Garden – maska warta swojej ceny

Babskie rzeczy

EDIT 05.04: Skin79 podobno testuje kosmetyki na zwierzętach. Nie kupujcie i przeczytajcie TEN tekst.

Zawsze uważałam, że maski w płachcie to pic na wodę, fotomontaż. „Yhym, na pewno nawilżą skórę tak, jakbym wypiła ocean”. Co prawda sama kiedyś przez przypadek odkryłam, że miód na twarzy przykryty chusteczkami działa lepiej, tak od gotowych „cudów” trzymałam się z daleka. Dodajmy oczywiście jeszcze ogromną ilość pieniążków, którą trzeba wydać na ten azjatycki frykas – 20/25 zł. Za taką cenę mogłabym kupić sobie świetny szampon i odżywkę lub podkład, który starcza mi na prawie pół roku.

miodzio

Najlepsze chusteczki do demakijażu

Babskie rzeczy

(To nie jest wpis sponsorowany. W sumie gdyby był, to byłoby fajnie. No ale sponsorowany nie jest. But still, jest fajnie)

Tak jak zawsze narzekałam, że nic nigdy w życiu nie wygrałam, tak ostatnio trochę mi Nivea sypnęła szczęściem na twarz. Zgłosiłam się do testów „pielęgnujących chusteczek do demakijażu”, no i moje zgłoszenie okazało się tak spektakularne, że mnie nimi obdarowali. HOW COOL IS THAT?!

chusteczki

Rimmel „Rain rain go away” – beżotrójwymiar

Babskie rzeczy

Idzie kosmetyczny post. To znak, że naprawdę coś musiało mnie zachwycić, że poświęciłam mu te kilkaset słów. W sumie nie spodziewałam się, że kosmetyk, który kupiłam ot tak, bo był na promocji (#CEBULADEAL), sprawdzi się równie świetnie jak ten, za którego musiałabym zapłacić (olaboga) 3 razy więcej. O czym mowa? O lakierze z Rimmela.

rim3.jpg
Już pierwsze spotkanie ze śmierdzącymi (chociaż ja tam uwielbiam ten zapach) ubraniami do paznokci tej firmy, wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Pamiętam, że tym „pierwszym razem” był lakier w kolorze dawnego samochodu moich rodziców – metalicznego granatu (tak, były próby przykrywania nim rys). Lakier dość długo utrzymywał się na paznokciach, całkowicie dwoma warstwami zakrywał płytkę i nie zasychał wiekami. Spodobało mi się.

Real Techniques Stippling Brush – Pędzel do wszystkiego

Babskie rzeczy

Każda z nas pamięta swój pierwszy raz z pędzlem. To znaczy nie tak dosłownie, tak makijażowo. Pomijam już podkradanie tego, którego moja mama używała do pudru. Swoją drogą był on agresywny jak kibole na meczu.

Zakup pierwszego profesjonalnego pędzla musiał być bardzo dokładnie przemyślany. Nie chciałam kupować czegoś, czego użyję tylko i wyłącznie do podkładu. To musiało być narzędzie wielozadaniowe.

pedzel2.jpg

Trądzik – jak to dziadostwo wyleczyć?

Babskie rzeczy

Nie będę oryginalna, jeśli stwierdzę, że trądzik to jedno z największych kurestw, które po tym świecie krążą. Może mieć łagodne objawy i wtedy jedynie (chociaż to i tak zasługuje na słowo „aż”) wysysa z Ciebie radość i odbiera pewność siebie. W gorszym wypadku potrafi nawet wpędzić w depresję. To dziadostwo zabiera człowiekowi tygodnie, miesiące a nawet lata życia. To „przyjaciel”, który chce Cię mieć na wyłączność. Musisz poświęcić mu cały swój czas i on dopilnuje, żeby tak właśnie było.

Ci, którzy nie stanęli z nim twarzą w twarz, nie mają pojęcia, co czuje osoba dotknięta tą chorobą. Chorobą. Powtarzam – CHOROBĄ. Bo trądzik nie jest skutkiem niedbania o siebie (takie przypadki oczywiście istnieją, ale większość nie zgotowała sobie tego losu sama). Często człowiek jest po prostu nieświadomy tego, że używa niewłaściwych kosmetyków, nieprawidłowo się odżywia lub jego hormony chodzą do góry nogami.

trądzik4.jpg
O fu! Zobacz jakie ma pryszcze!

Przestań czuć obrzydzenie na widok osoby, której twarz pokryta jest pryszczami. Myślisz, że łatwo jest jej normalnie funkcjonować? Zwykłe wyjście z domu to często dla niej przełom w życiu. To krok w walce z chorobą, bo trądzik oprócz tego co widzimy, to także to co siedzi w głowie. Chciał(a)byś po tygodniach zapłakiwania się, kładzenia na twarz miliarda kosmetyków i naturalnych mikstur, wyjść w końcu do ludzi i zobaczyć twarze, które patrzą na Ciebie z wielkim zdegustowaniem? No właśnie.