Testowanie na zwierzętach? Nie, dziękuję

Beauty, Osobiście

Męczy mnie ten temat od około trzech tygodni, czyli od chwili, gdy obejrzałam film Juszes. Oczywiście wiedziałam, że takie zjawisko istnieje, jednak nigdy specjalnie się tym nie przejmowałam. Patrzyłam na składy kosmetyków, na opinie na ich temat, jednak nigdy nie sprawdzałam, czy są testowane na zwierzętach.

Nie będę powtarzać po Justynie wszystkiego. Obejrzyjcie jej wideo i dopiero przejdźcie do czytania tego posta.

Wstrząsnęło? Jeśli nie… To naprawdę nie wiem, co jest z Wami nie tak. No ale dobra, ok, nie będę Wam ubliżać, to jest Wasz wybór. Ja po obejrzeniu tego wideo, czułam się tak, jakby ktoś z całej siły uderzył mnie kijem baseballowym w głowę. Teraz filmy wszystkich vlogerek urodowych są dla mnie nieco cringy, gdy opowiadają, jaka to np. szminka od Lancome jest cudowna. I nie, nie przejdę na weganizm (chociaż lubię jedzenie tego typu), ani nie zacznę przywiązywać się do drzew. Jako osoba, która siedzi w temacie kosmetyków już parę lat, naprawdę muszę zadziałać. Jeśli mogę zrobić coś dobrego dla świata, to nie zamierzam już kupować kosmetyków testowanych na zwierzętach. Nie rozumiem, po co to jest robione, skoro człowiek inaczej reaguje od zwierzęcia na dany składnik. Dodajmy jeszcze fakt, że na te wszystkie testy idzie wielka kasa i masa czasu. Testowanie NIE JEST KONIECZNE, a jednak się to robi. I to na jaką skalę. To naprawdę nie jest ok.

Po obejrzeniu filmu Justyny wręcz poczułam do siebie wstręt (nie, nie przesadzam). Jak mogłam kupować te wszystkie L’Oreale i Rimmele?! Ale nie no, nie dajmy się zwariować: robiłam to, bo byłam nieświadoma skali i okrucieństwa. Cała branża kosmetyczna wydaje się taka piękna, kolorowa, a w rzeczywistości stoi za nią zbrodnia. Teraz już jestem świadoma i stanowczo protestuję przeciwko testowaniu na zwierzętach. Lista firm, które to robią, jest OGROMNA. Tutaj odsyłam Was na bloga kocieuszy.

To zabawne, że teraz jak wchodzę do Rossmanna, to praktycznie nic mnie już nie kusi. Te piękne, kolorowe opakowania przybrały dla mnie odcienie szarości. Od tych kilkunastu dni mam skaner w oczach i skupiam się tylko na wybranych markach. To samo tyczy się zakupów w drogeriach internetowych. Otwieram sobie tę listę z bloga kocieuszy lub googluję daną markę i dopiero kupuję.

Oczywiście nie jest łatwo znaleźć produkt do pielęgnacji (w szczególności jeśli chodzi o twarz), który jest nietestowany, ma super skład, dobrą cenę i genialnie działa. Moje ukochane aktywne serum korygujące z Bielendy muszę teraz odstawić, ponieważ Bielenda planuje podbijać Chiny, a wiadomo, co się z tym wiąże. Mam też problem z Tołpą, bo o ile kosmetyków nie testuje, tak leki już owszem. A tak bardzo w ostatnim czasie spodobały mi się jej produkty…

A czy trudno nieokrutnie się umalować? Wbrew pozorom nie. Jest masa firm, która testuje, ale też masa firm, która tego nie robi. Jedyny problem z zamiennikiem możecie mieć w przypadku podkładu, ale jak się chce, to się coś znajdzie. Ja z czystym sumieniem i skórą mogę polecić Wam minerały. Napisałam „czystą skórą”, bo odkąd stosuję mineralny podkład, mam znacznie mniej niespodzianek na twarzy.

Ja ogólnie akurat mam wielkie szczęście w makijażu, bo produkty, które uwielbiam, spełniają moje nowe wymagania. Oczywiście w zbiorach mam też kosmetyki testowane na zwierzętach. Są to te, które kupiłam rok, dwa lub lata świetlne temu. Nie wyrzucę ich, bo ani to nie pomoże mi i mojemu portfelowi, ani nikomu innemu już też nie. Czasu się nie cofnie, niestety. Będę ich używać, a jak sięgną denka lub będę mieć ochotę na radykalne porządki w kosmetyczce, to wylądują w koszu i już do nich (ani innych kosmetyków tej marki) nie wrócę. W skład przyjaznej, genialnej kolorówki, której teraz używam, wchodzi min. tusz Wibo Growing Lashes.

Oczywiście jeśli okaże się, że któraś z wyżej wymienionych firm przeprowadza testy lub budzi jakieś wątpliwości, to z niej zrezygnuję. Trochę się można pogubić wędrując po tych wszystkich blogach, forach, w poszukiwaniu prawdy. Możecie mi śmiało dawać znać w komentarzach, jeśli macie sprawdzone informacje.

Mam nadzieję, że nie przyjdzie tutaj nabuzowany hummusem trueweganin i mi nie naubliża, że nie wyrzucam wszystkich testowanych kosmetyków, które (jeszcze) mam do kosza. Mam nadzieję, że nie przyjdzie tutaj typowy Janusz i nie napisze mądrego komentarza w stylu „jesteś je***ęta”. Mam nadzieję, że „nawrócę” chociaż jedną osobę. Po nitce do kłębka. Zróbmy coś z tym. Bądźmy świadomi tego, co kupujemy. Nie wydawajmy ciężko zarobionych pieniędzy na marki robiące takie dziadostwo.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Testowanie na zwierzętach? Nie, dziękuję

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s