Bielenda – Serum korygujące zło

Babskie rzeczy

EDIT 04.05: Bielenda jest marką, która wymiguje się od odpowiedzi na pytanie, czy jej kosmetyki są testowane na zwierzętach. Podobno ma wchodzić na rynek chiński, co nie jest dobrą nowiną.

Nie przypuszczałam, że po roku od traumatycznej, usłanej pryszczami przygody, odważę się wyjść z domu bez warstwy podkładu. A jednak, parę dni temu to zrobiłam. Nie przypuszczałam, że te paskudne, ciemne przebarwienia i drobne blizny, kiedykolwiek znikną z mojej twarzy. Byłam już pogodzona z faktem, że moja skóra zawsze będzie mieć bardzo nierównomierny koloryt. A jednak – blizny zniknęły, a przebarwienia dość mocno się rozjaśniły. Magia? Trochę tak. Kosztowny zabieg kwasami? Prawie, tylko że portfel nie płacze. Mowa tu o serum z Bielendy. A dokładniej: Bielenda, Skin Clinic Professional, aktywne serum korygujące na dzień i noc (uwielbiam te nazwy).
serum.jpg

Nie mogę nie wspomnieć, skąd ja w ogóle je wytrzasnęłam. Wszystko dzięki Julii Caban. Tak jak nie znoszę polskich vlogerek urodowych, tak Julkę warto podglądać, jeśli macie problemy z trądzikiem. No i właśnie ona w jednym z swoich filmów tak wychwalała owe serum. Nieco się przestraszyłam, bo Julka opowiadała, że miała po nim na początku niezły wysyp. Ja wysypy znoszę zarówno źle psychicznie, jak i „skórnie”. Nie dość, że zjadają mnie nerwy, to jeszcze po każdym pryszczu zostaje mi przebarwienie. Nie chciałam znów dorabiać sobie tego paskudztwa. Całe szczęście, moja skóra od razu je pokochała. Obyło się bez wysypu.

Serum ma najzajebistszą z możliwych formę aplikacji, czyli pipetę. Nie wiem, może to tylko moje kosmetyczne zboczenie, ale uwielbiam takie dozowanie. Nigdy za dużo się nie nabierze, higieniczne to to również jest, zużyjemy produkt do ostatniej kropli, no i sam ten proces używania pipety jest jakiś taki… fajny. Don’t judge me.

Skóra po nałożeniu serum jest… tępa. Zwyczajnie tępa, jak po tym mydełku Wardi Shan, o którym kiedyś pisałam. Albo jakbyście przeciągali palcami po szybie. Nie znoszę tego uczucia (mój chłopak uwielbia, welp). Początkowo stosowałam je samodzielnie co noc, no i o ile cudownie usunęło mi po paru tygodniach blizny i rozjaśniło potrądzikowe plamy, tak niestety również przesuszyło skórę. Podbródek, żuchwa, okolice ust… Istna Sahara. No ale halo halo – kwasy w składzie. Doskonale to rozumiem. Tym bardziej, że moja skóra jest mieszana. Jeśli macie tłustą, tak drastycznie efekty raczej nie powinny się pojawić.

Oprócz wspomnianych już efektów, zauważyłam również, że pryszcze goszczą na mojej twarzy bardzo, ale to bardzo rzadko. A jak już coś się pojawi, to jest to małe, nie boli i nie goi się miesiącami. To jest tak przyjmne uczucie po latach użerania się z trądzikiem… Przyjemne również dlatego, że nie muszę tych wszystkich niedoskonałości z osobna dokładnie zakrywać korektorem. Jedna warstwa podkładu wystarczy. Ostatnio wręcz z przyjemnością patrzę na swoje odbicie w lustrze. Szaleństwo.

kolaz.jpg
Jak na kogoś, kto miał piekło na twarzy, to chyba nieźle, nie?
(Nie będę przepraszać za turban na głowie jak wszystkie blogerki)

Obecnie stosuję to serum sporadycznie – raz/dwa razy w tygodniu. Tak kontrolnie, żeby jakieś dziadostwo jednak nie wyskoczyło. No i żeby się nie przesuszać, to dodatkowo zwyczajnie na wierzch kładę krem (Tołpa) lub nawilżającą maseczkę (Ziaja, AA, whatever).

Nigdy bym nie przypuszczała, że Bielenda… Firma, którą kojarzyłam głównie z kremów do rąk, które walały się po stolikach w domu mojej babci, stworzy coś, co tak odmieni moją skórę. Ogólnie tak jakoś ostatnio zaczęła produkować kosmetyki, które bardzo chciałabym sprawdzić. Masła do ciała, olejki, jest też jakaś seria różana do twarzy… Damn, chcem!

Cena regularna – 30 zł (oczywiście można dorwać taniej za około 20)
Widok naszej skóry w lustrze – bezcenny

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Bielenda – Serum korygujące zło

  1. Wow, powiem Ci, ze tak samo nie docenialam Bielendy, ale skusiłam się niedawno na olejek do mycia twarzy i czuję się jak księżniczka po spłukaniu substancji z buzi! Już wiem w razie czego, co wypatrywać, i nie tylko tego oleju 😉

    Masz piękne oczy 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ooo jak miło, dzięki! No Bielenda totalnie wymiata! Tak jak zawsze zachwalałam Ziaję, tak teraz jakoś i te kremy do twarzy i niektóre maseczki nie robią na mojej skórze wrażenia. Czas na #dobrazmiana 😀 czaję się też właśnie na ten olejek do mycia twarzy, ale muszę wykończyć póki co żel z Nivea.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s