Nie chce mi się

Osobiście

Znów zaczęłam się złościć sama na siebie, że zaniedbałam blogaFakt, że wrzucam wszystkie muzyczne nowości na Twittera mi nie wystarcza, a z drugiej strony jakoś nie mogę się zabrać za dłuższe rozpisywanie się. Chciałabym przekazać Wam w więcej niż 140 znakach swoje muzyczne odczucia.  

nope.jpg

Satysfakcja z napisania tekstu jest nieporównywalna z niczym. Uwielbiam to uczucie dumy, że jakimś cudem udało mi się znaleźć odpowiednie słowa i skleić
w miarę sensowne zdania. Generalnie korzyści z pisania jest cholernie dużo. Poza samym faktem poszerzania swojej wiedzy, uczę się sprawnego dobierania słów. Wyruszam w głąb mojego mózgowia w poszukiwaniu coraz to bardziej wymyślnych porównań. Wszystko byłoby super, gdyby tylko mi się chciało. Naprawdę jest mi trudno usiąść i wyklikać te setki, a raczej w moim przypadku, tysiące słów. Ok, z napisaniem recenzji kosmetyku nie mam większego problemu, bo jednak nie jest to super ambitny temat. Mogę pisać i pisać, jednak to nie jest to samo, co w przypadku muzyki. W końcu to ona siedzi w moim sercu a nie spray termoochronny do włosów. 
 
Gdyby nie fakt, że piszę recenzje płyt do Light Magazine, to tkwiłabym w tym nieróbstwie po uszy. Nie działoby się w moim „blogerskim życiu” kompletnie nic. Dobrze, że mam narzucone jakieś obowiązki. Dobrze, że czuję presję, bo jednak jeśli jej nie ma, to robię sobie wieczne wakacje. Nie umiem sama sobie narzucać obowiązków. I nie pomoże tu starannie prowadzony notatnik z rysunkami i listą „To-do”. Czasem mam przebłyski motywacji, jednak po kilkudziesięciu godzinach zasłaniają je obłoki zrezygnowania. Ja po prostu potrzebuję kopa. Potrzebuję jakiegoś powodu, żeby daną rzecz zrobić. Szkoda, żeby ten mój „talent” się marnował. Szkoda, że nie można jakoś łatwiej przenieść myśli na internetowy papier. 
 
Może najpierw rozbujam się z jako takim pisaniem, nawet i o tych kosmetykach (bo w końcu się na tym znam, czemu nie?), a jak już będę dostatecznie rozbujana, to uderzę w muzykę? Może będzie mi łatwiej? Zobaczymy. Póki co, mogę sobie nalepić na czoło tabliczkę z napisem „Żeby tak mi się chciało, jak mi się nie chce” i zaprosić Was na mojego Instagrama, bo fotograficzna wena mnie nie opuszcza.

Quarter #2 – Muzyczne nowości

Muzycznie

Spotify co prawda testuje już Weekly, które będzie nam serwować najnowsze utwory wykonawców, których słuchamy (i tych do nich „podobnych”), ale póki jeszcze tego nie ma, to polecam moją playlistę do Light Magazine. Uff, to było długie zdanie jak na początek. Aż się zmęczyłam. Ale żeby nie było – to nie jest chamska autoreklama. Naprawdę wiem jak ciężko jest być ze wszystkim na bieżąco.

wee.jpg
Na tej playliście znajdziecie najlepsze nowości z drugiego kwartału (czyli jakby ktoś nie rozumiał – kwiecień, maj, czerwiec). Jest Tom Odell, Flume, Son Lux, Band of Horses, Red Hot Chili Peppers, Tides from Nebula i wielu wielu innych. Na chwilę obecną to prawie 11 godzin muzyki, jednak wiem, że spokojnie tę jedenastkę do końca czerwca przekroczę.

Enjoy!