Kolba kukurydzy

Grafika

Z cyklu „wyślij chemika na zakupy”

kolba

Reklamy

#Ludziektórzy

Osobiście

Coraz częściej dopada mnie ochota, żeby spłodzić jakiś nieobrazkowy post. Jako że facetem nie jestem i syna nie mogę (zawsze można jeszcze zasadzić drzewo, ale nie brudźmy sobie rąk), to pozostaje mi siedzenie z laptopem na kolanach. Z resztą pasuje mi ten fakt, że jest to laptop a nie dziecko. Dorosłam już dawno, jednak w przeciwieństwie do moich niektórych koleżanek, nie włączył mi się jeszcze instynkt macierzyński (i nie wyłączyło myślenie). Całe szczęście. Preferuję i polecam wszystkim jedzeniową ciążę.

Świerzbią mnie te palce już od paru tygodni, żeby usiąść i wyklikać tekst. Tekst o technologicznym zacofaniu. Wątpię, żeby dotarł on do osoby, która cierpi na tę chorobę, ale może chociaż natchnie kogoś z Was, żeby zacząć nawracać tych grzeszników. A przynajmniej próbować.

Tak jak uśmiecham się, gdy usłyszę słowo „burger”, tak gotuje się we mnie na myśl o ludziach, którzy mają głęboko gdzieś technologie. Nie chodzi mi tutaj o stalkowanie wszystkich serwisów technologicznych, śledzeniu ich kont na Twitterze, czy też oglądaniu każdej recenzji na YouTubie. Tu rozchodzi się po prostu o ogarnięcie. No może to nie jest zbyt profesjonalne słowo. Zabrzmiało trochę jak rozmowa dwóch gimnazjalistów na przerwie. Więc o co chodzi? Chciałabym, żeby każdy człowiek mógł szczerze wypowiedzieć zdanie: „Mniej więcej wiem, co się w świecie dzieje”.

No bo jak można nie mieć zielonego pojęcia, co to jest Spotify albo ThePirateBay? Jak można nie wiedzieć, że istnieje możliwość podróżowania pociągiem bez konieczności kupowania papierowego biletu? Pomijam tutaj starszych ludzi. No ale młodzi?! Takie obeznanie jest wręcz obowiązkiem w dzisiejszych czasach. To taki ciąg prac domowych, który musimy odrabiać systematycznie.

Kiedy przyznaję się komuś, że nie przeczytałam książki/obejrzałam filmu, który jest klasykiem
(a jest tego jeszcze sporo, niestety), to jest mi zwyczajnie głupio i oczywiście staram się to nadrobić w wolnej chwili (teraz wzięłam się za Star Wars, szanujcie). Rozumiecie? Jest we mnie to poczucie winy. To zawstydzenie i chęć poprawy („Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”). Dokładnie to samo tyczy się spraw technologicznych. Niektórzy nawet skruchy nie okazują. Dobrze im się żyje w średniowieczu. Ja na ich miejscu już dawno zapadłabym się pod ziemię (i przy okazji straciła jakże cenny zasięg). Ok, każda epoka ma swój urok, ale może by tak już ruszyć do przodu?

W sumie zbyt dobrze nie pamiętam jak wyglądały moje początki technologiczne (nie, nie byłam pijana, nie urwał mi się film). Wiem, że na pewno gdzieś na początku tej drogi był The Verge  i chłopaki z Yes Was Podcast. Tak to się jakoś zaczęło. A teraz?
Codziennie przeglądam na swoim telefonie Feedly, w którym mam mnóstwo stron. Nie tylko technologicznych. Jest oczywiście jedzonko (ślinianki pracują wtedy jak szalone), ale też fotografia i design, czyli masa inspiracji. No właśnie – inspiracje. Jak w cholerę dużo pięknych i pomysłowych rzeczy można zobaczyć. Kreatywność ludzka nie ma granic.

Jeśli interesujesz się załóżmy tą wspomnianą przeze mnie fotografią, to logiczne jest dla mnie,
że buszujesz po internecie w poszukiwaniu ciekawych zdjęć. Czytasz książki z nią związane, przeglądasz ciekawe profile na Instagramie… Nie? Nie robisz tego? Po prostu cykasz zdjęcia, a na twórczość innych nawet łaskawie nie spojrzysz? Powodzenia. Zmień obiektyw na szerokokątny
i zdaj sobie sprawę, ile rzeczy Cię omijało.

Potężną dawkę informacji również funduję sobie na Twitterze, bo to właśnie jego najczęściej przeglądam. Mam tam zrobioną listę, która gromadzi konta z dziedzin, o których już wyżej wspominałam. Oczywiście jak na muzycznego freaka przystało, jest tam też i ona – muzyka. Obok „heheszków” nie mogłabym przejść obojętnie, więc parę kont z komiksami i błyskotliwymi myślami również się na niej znajduje.

Screenshot_2015-11-13-14-03-27-horz
(po lewej – Feedly, po prawej – kęs kotleta mielonego, czyli twitterowe biuro rzeczy znalezionych)

Już samo przyswajanie informacji jest przyjemne, a możliwość dzielenia się nimi z ludźmi i obserwowanie ich reakcji (te słynne retweety i favy… tfu! serduszka) to jest dopiero frajda.
Generalnie mogłabym napisać jedno zdanie: „Masz Twittera – jesteś na bieżąco ze wszystkim”*
(*pod warunkiem, że obserwujesz właściwych ludzi). Jednak nie wszyscy rozumieją (chcą zrozumieć) jak potężnym i wartościowym jest on narzędziem. Nie dziwię się, skoro nie są w stanie nawet pojąć, jak poprawnie zapisywać jego nazwę. W końcu „Tweeter” wygląda lepiej, co nie?

Nie chcę tutaj kominkować, ale człowieku, apeluję – poczytaj czasem. Naprawdę dobrze Ci z tym, że tak mało wiesz? Ja ubolewam, że nie jestem w stanie przeczytać wszystkich artykułów/tweetów. Radzę Ci zacząć utożsamiać się z gąbką – chłoń wszystko jak leci. Naprawdę nie jesteś aż tak zabiegany, żeby nie znaleźć 10 minut na przejrzenie newsów. Gdyby tak każdy wziął sobie do serca moją radę, to żyłoby się lepiej. Rozmawiałoby się lepiej. W ogóle porozmawiałoby się. W końcu taki oczytany człowiek jest po prostu ciekawszy.

No, trochę pohejtowałam. Mogę spać spokojnie.

PS: Nie przyjmuję odpowiedzi: „Mnie nic nie interesuje, więc nie czytam”.
PS 2: Właśnie zdałam sobie sprawę, jak bardzo brakowało mi pisania. Lubię to.