Tak brzmi jesień

Muzycznie, Osobiście

Mogłabym napisać na Twitterze: „łapcie jesienną playlistę”, wkleić link i po sprawie. I co? I byłoby mi z tym źle. Nie chcę filozofować, ale ta sprawa wymaga krótkiego komentarza. Krótkiego, bo i tak nie ubiorę tego wszystkiego w odpowiednie słowa. Nie wszystko z resztą da się powiedzieć słowami (nie, Rafaello też nie załatwiłoby tu sprawy). To dla mnie taka zagadkowa magia, ale nie chcę jej rozkładać na czynniki pierwsze. Niech po prostu działa.

Zamysł był taki: playlista ma być smutna i melancholijna, lecz nie aż tak, żeby człowiek chciał wykopać sobie grób. Taka, która jest tym dodatkowym elementem. „Tym czymś”, które czyni jesień kompletną.

Idziesz albo jedziesz rowerem, a wiatr już na starcie postanowił rozpieprzyć Ci fryzurę. Wiesz, że na letnią sielankę przyjdzie Ci długo poczekać. Ubieraj się. Teraz to drzewa będą paradować nago. Modlisz się w myślach, sam(a) nie wiesz do kogo, żeby nie dopadło Cię przeziębienie. Ubolewasz nad faktem, że słońce coraz bardziej ma dość gapienia się na Twoją gębę i wcześniej chodzi spać. Bijesz życiowe rekordy w ilości wypitych dziennie herbat.

To wszystko jest inne z muzyką. Po prostu. Lepsze. Piękniejsze. Przynajmniej dla mnie.

Reklamy

Trudna miłość

Grafika

Mam słabość do ciemnych szminek. Na moje nieszczęście mają one niezwykłe właściwości: umieją się poruszać. Serio. Dopóki nie zacznie Ci burczeć w brzuchu, jest pięknie. Nie róbcie nigdy tego błędu i nie jedzcie burgera, gdy macie taki kolor na ustach. A jak się dobrze zapomnicie, to pod koniec dnia będziecie wyglądać jak 60-letnia paniusia, która obrysowała sobie usta o 3 tony za ciemną konturówką. Też nie polecam.


KOLAŻ-SZMINKA

(Nie)poważna rozmowa samej ze sobą

Osobiście, Pstrykam

Zadecydowałam – wychodzę na rower. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt,
że postanowiłam zabrać ze sobą lustrzankę. Nigdy nie jechałam rowerem z lustrzanką (na rowerze samochodem też nie). To mój pierwszy raz. Cudowne uczucie.

Żartowałam.

Ta pogoda taka na dwa razy. Jak mi zmoczy tyłek, to się wścieknę (no i przy okazji poskarżę
na Twitterze). I w dodatku wieje. Już czuję muszki w oczach i pracę wszystkich mięśni wjeżdżając pod górkę. Zawsze wtedy utożsamiam się z Pudzianem podczas spaceru farmera. Nie wiem,
nie pytajcie dlaczego.

Jak zwykle w słuchawkach leci moja spotiFAJOWA playlista. Mam tam wszystko, co obecnie z chęcią zapętlam. Jak pierdyknie Odesza, to zdecydowanie jazda jest mniej męcząca (magia)
i nawet gapienie się ludzi przestaje mnie irytować. Jeśli coś bardziej melancholijnego, to zaczynam rozmyślać i rozmyślać… pewnie jesteście ciekawi (wcale nie): o czym?
O życiu.
~ Paulo Alicja Coelho

No i tak pomyślałam: „A gdyby napisać na blogu taki ładny tekst, bez heheszkowania, o samotności albo radości z małych rze…” i w tym momencie poczułam jak w tyłek wrzynają mi się majtki.
To chyba znak z niebios albo z d…, że nie powinnam tego robić. Z resztą nie umiem. Po co tekst, który można znaleźć (niestety) praktycznie na każdym blogu? Nie chcę tego. Niepotrzebne mi to.
Z resztą te niby poważne teksty w większości mnie śmieszą. Żaden jeszcze nie chwycił mnie
za serce, ani nie wywrócił mojego życia do góry nogami. Wolę te swoje myśli zachować tylko dla siebie. Ewentualnie kiedyś podzielę się nimi z kimś, kogo wrażliwość będzie na tym samym poziomie co moja.

No to jadę. Słońce jednak nie chce się schować. Za ciepło mi. Mam na sobie starą bluzę i starą skórę, jeszcze z gimnazjum. No co? To nie Paris Fashion Week, żeby się stroić.
Wtem myśl: „JEZUSIE, GDZIE JEST MÓJ TELEFON?”. Tak, debilu – a muzyka to ci gra pewnie
z powietrza. Uspokój się.

Jadę dalej.
Jadę dokładnie w to samo miejsce co wczoraj. Już niedaleko. Jakaś babka widzi, że się zbliżam,
ale nie zjeżdża na bok. Zaczyna nagle delektować się przyrodą. Idealna chwila, naprawdę. Jestem już blisko niej. Myślałam, że zjedzie na bok, a znowu nie pierdutnę jej z takiej bliskiej odległości dzwonkiem (który brzmi jak kościelny), bo padnie na zawał. Nasze rowery prawie się pocałowały.

Słońce nawala mi po oczach. Wyglądam teraz pewnie jak ****ący kot na pustyni.
Wjeżdżam na nierówną drogę. Podbija mnie co chwila. Nie potrzeba mi urządzeń z telezakupów Mango – masaż skóry mam już zapewniony. Wjeżdżam do lasu. Dobrze, że akurat z playlisty los wybrał dla mnie optymistyczną piosenkę –  jakby coś wyskoczyło z krzaków,
to prawdopodobieństwo, że zacznę krzyczeć (+ spadnę z roweru) jest wręcz zerowe.

Dobra, dojechałam w to magiczne miejsce. Jest pięknie. Teraz to byście mi mogli powiedzieć,
że jestem w krainie czarów. Za każdym razem ktoś mi wypomina tę bajkę, gdy usłyszy jak mam
na imię. Któregoś dnia puszczą mi nerwy. Ja to wiem.

Zdjęłam słuchawki. Ptaki śpiewają – daję im mocne 8/10. No i nacykałam zdjęć. Trochę na szybko, trochę wciąż oślepiona od słońca, ale są. Znowu było pięknie. I prawie tak samo spokojnie jak wczoraj. Prawie, bo jakaś pani z psem dziwnie podglądała moją gimnastykę do zdjęć. Szła
z reklamówką. Oczywiście wtedy sobie pomyślałam, że przyszła tu specjalnie, żeby mnie udusić.
No jasne, przecież ludzie po to chodzą do lasu.

P9260386

P9260406

P9260457
P9260415

P9260425

P9260434

P9260439

P9260475

P9260487

P9260407

P9260421

Jesienna zajawka

Pstrykam

Tak właśnie sobie odwiedzam moją rodzinę… folderów i znalazłam zdjęcia, na widok których, aż chcę podać mojej starej lustrzance rękę na zgodę. Ale jeszcze nie czas. Jeszcze trzeba poczekać.
Gadałam z Jesienią. Pokazywała mi swoją garderobę. Jacyków jej nie doradzał, więc będzie piękna. Jak zawsze.

jesień
jesień2
jesien3
jesien6
jesien4
jesien5